W świecie robotyki humanoidów, opętanym wizją tworzenia naszych metalowych sobowtórów, Genesis AI właśnie wyłoniło się z cienia z przytupem. Firma ogłosiła zebranie 105 milionów dolarów w rundzie seed i zaprezentowała wizję, która wywraca stolik. Poznajcie Eno – robota ogólnego przeznaczenia, który z pełną premedytacją nie chce udawać człowieka. Rezygnując z głowy na rzecz kół i chowając mechanizmy pod gładką, estetyczną obudową, Genesis stawia odważną tezę: robot, którego faktycznie zaprosisz do swojego domu czy biura, nie będzie bohaterem filmu science-fiction, lecz raczej inteligentnym, minimalistycznym meblem w stylu skandynawskim.

Filozofia stojąca za Eno to „istota i intencja” – to eleganckie określenie na maszynę, która ma przede wszystkim działać, a nie wygrywać konkursy piękności dla klonów. Konstrukcja osadzona na kołowej bazie potrafi płynnie regulować swoją wysokość i zasięg, a po skończonej pracy składa się do kompaktowych rozmiarów, by nie zawadzać. Nie uświadczycie tu wystających silników, plątaniny kabli ani – jak z dumą podkreślają projektanci – nawet jednego widocznego otworu na śrubę. Opcjonalny ekran na klatce piersiowej pełni rolę „interfejsu kognitywnego” – dzięki niemu od razu wiemy, co robot zamierza zrobić, bez konieczności zaglądania w zimne, martwe soczewki kamer udających oczy.
Prawdziwa magia kryje się jednak w dłoniach. Genesis AI wyposażyło Eno w autorskie, niezwykle sprawne chwytaki, które mają dorównywać ludzkim dłoniom pod względem formy i precyzji, pozwalając na operowanie przedmiotami z milimetrową dokładnością. Za ich „inteligencję ruchową” odpowiada GENE – autorski, natywny mózg AI, który sprawia, że hardware i software współpracują jako jeden, zintegrowany organizm. To podejście typu full-stack – od modelu AI po ostatni siłownik – ma być tym, co pozwoli Genesis wybić się na tle coraz gęstszej konkurencji.
Dlaczego to takie ważne?
Podczas gdy giganci tacy jak Tesla, Figure czy Agility pompują miliardy w rozwiązanie problemu dwunożnego chodu, Genesis AI idzie pod prąd. Firma zakłada, że koła są tańsze, bezpieczniejsze i znacznie bardziej praktyczne w środowiskach, w których roboty zadebiutują najszybciej. Współzałożyciel i CEO, Zhou Xian, przekonuje, że kluczem do masowej adopcji są dyskretne, funkcjonalne „urządzenia domowe”, a nie skomplikowane humanoidalne maszyny. Mając za plecami takich inwestorów jak Eric Schmidt czy Xavier Niel, ten startup nie buduje po prostu kolejnego robota. Rzuca wyzwanie fundamentalnym założeniom dotyczącym tego, jak powinien wyglądać nasz mechaniczny pomocnik. Jeśli ich wizja się sprawdzi, Eno może stać się dla robotyki tym, czym dla telefonów był iPhone. Pierwsze wdrożenia u partnerów przemysłowych mają ruszyć przed końcem 2026 roku.
